Czasami najprostsze rzeczy okazują się najbardziej pomocne. Niedawno byłam u koleżanki i zobaczyłam u niej coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwykły zegar. Dopiero jak mi pokazała, o co chodzi, to pomyślałam: wow, dlaczego ja wcześniej o czymś takim nie słyszałam? To był timer wizualny – niby zwykły gadżet, a jednak zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Dzieci a czas – trudny temat
Moja koleżanka ma syna, który ma ADHD. Sama od dawna opowiadała, że największym wyzwaniem nie jest wcale szkoła czy lekcje, tylko… zwykła organizacja dnia. Dla nas, dorosłych, „10 minut” to brzmi jak chwila. Ale dziecko nie zawsze potrafi to sobie wyobrazić. Co innego słyszeć: „sprzątaj 10 minut”, a co innego widzieć, że te minuty naprawdę uciekają.
Zresztą, nawet dzieci bez ADHD często mają problem z czasem. Kiedy mówi się: „za 15 minut wychodzimy”, to i tak w połowie tego czasu słyszysz: „mamo, ale kiedy już będziemy wychodzić?”. Znajome, prawda?
Jak działa timer wizualny?
Wygląda to banalnie. Ustawiasz na przykład 20 minut i pojawia się kolorowe pole (u koleżanki czerwone), które stopniowo maleje. Nie ma skomplikowanych wskazówek, nie trzeba znać godzin czy minut. Po prostu widać, ile zostało – i to działa na wyobraźnię.
Syn koleżanki od razu ogarnia, że jak czerwonego pola zostało tylko trochę, to znaczy, że trzeba się pospieszyć. Nie pyta co pięć minut „ile jeszcze?”, nie złości się, że „to trwa za długo”. I co ważne – nie ma już tych wiecznych dyskusji. Bo timer to timer, nie da się go przekonać, żeby poczekał jeszcze pięć minut.
Do czego on się przydaje?
Zaczęło się od lekcji. Koleżanka dzieli czas na bloki – 20 minut nauki, 5 minut przerwy. Dzięki temu jej syn naprawdę potrafi się skupić, bo wie, że to nie jest „na zawsze”, tylko na określony, widoczny czas.
Potem włączyli timer do sprzątania. Zamiast prośby: „idź sprzątaj pokój” (co zwykle kończyło się kłótnią i płaczem), teraz mówią: „ustawiamy 10 minut i działamy”. I faktycznie działa. On wie, że to tylko chwila i że za moment będzie po wszystkim.
Gra na konsoli – kolejna sytuacja. Ile razy dzieci potrafią negocjować: „jeszcze jedną rundę, jeszcze tylko chwilę”? Tutaj koniec dyskusji. Timer pokazuje jasno: było 30 minut, minęło – koniec gry. I choć początkowo bywało marudzenie, to teraz chłopak sam mówi: „OK, czas się skończył”.
Ale to nie tylko dla dzieci
Patrzyłam, jak oni tego używają, i pomyślałam: halo, przecież mi to też by się przydało! Ile razy siadam do pracy i mówię sobie: „tylko pół godziny”, a potem okazuje się, że zniknęłam w komputerze na dwie godziny. Timer to świetny sposób na ogarnianie czasu – taki sygnał dla mózgu, że trzeba skończyć.
Można go wykorzystać do:
- pracy w systemie Pomodoro (25 minut pracy, 5 minut przerwy),
- pilnowania czasu w kuchni,
- ćwiczeń fizycznych,
- przerw od telefonu czy social mediów,
- albo nawet do tego, żeby pamiętać o zrobieniu herbaty i jej nie zapomnieć 😉.
Serio, to nie jest tylko gadżet dla dzieci.
Wrażenia z użytkowania
Samo urządzenie jest bardzo proste. Nie hałasuje, nie ma miliona przycisków. Widziałam, że można dokupić do niego etui – fajna sprawa, bo wtedy można zabrać na zajęcia, w podróż czy nawet do szkoły.
Najważniejsze jest jednak to, że on naprawdę działa. Nie jako gadżet, który fajnie wygląda i potem leży w szufladzie, ale jako coś, co faktycznie wprowadza spokój w codziennym chaosie.
Moje przemyślenia
Nie kupiłam go (to koleżanka ma), ale po tym, co zobaczyłam, poważnie myślę, żeby wziąć też dla siebie. Zwłaszcza że to nie jest jakiś drogi sprzęt, a efekty widać od razu.
Jeśli macie dzieci, które się rozpraszają, nie potrafią skończyć zadań albo nie rozumieją jeszcze zegara – to timer wizualny może być ogromnym wsparciem. A jeśli sami macie problem z tym, żeby się zorganizować – to też warto spróbować.
Link do tego, który widziałam u koleżanki, podrzucam tutaj:
👉 Timer na AliExpress

Dodaj komentarz