Codzienne drobiazgi, które robią różnicę

Są takie dni, kiedy wszystko idzie nie tak. Budzik dzwoni zdecydowanie za wcześnie, kawa nie smakuje tak, jak powinna, klucze gdzieś się zapodziały, a pogoda nie współgra z żadnym ubraniem z szafy. I chociaż to drobiazgi, potrafią skutecznie popsuć nastrój. Właśnie w takich chwilach zaczynam naprawdę doceniać rzeczy, które… po prostu działają. Są na miejscu. Czekają. Ułatwiają.

Nie mówię o luksusach czy wielkich sprzętach z reklam. Mam na myśli te najzwyklejsze, ciche elementy codzienności – rzeczy, które niby są „tylko rzeczą”, ale tak naprawdę wprowadzają porządek i spokój do mojego dnia. Może to brzmi banalnie, ale czasem właśnie banalność bywa ratunkiem.

Kiedy wieczorem wracam do domu po pełnym emocji dniu i czeka na mnie ciepły koc, lampka, którą wystarczy tylko dotknąć, żeby dała światło, czy organizer, który w końcu trzyma ładowarki w jednym miejscu – naprawdę czuję wdzięczność. Tak, wdzięczność – za to, że nie muszę niczego szukać, kombinować, rozplątywać kabli, szurać po ciemku po pilota. Po prostu mogę usiąść i odetchnąć.

Zauważyłam, że z wiekiem (i z doświadczeniem) coraz bardziej doceniam wygodę. Już nie muszę mieć „najładniejszego”, „najmodniejszego” ani nawet „najtańszego”. Chcę, żeby coś służyło. Chcę się nie denerwować. Chcę otwierać szufladę i wiedzieć, co w niej znajdę. Chcę nalać wody do czajnika bez kapania. Chcę, żeby słońce nie raziło mnie przy biurku, bo zamontowałam sobie roletkę, która kosztowała mniej niż pizza. Tyle.

Sporo czasu zajęło mi dojście do tego, że warto próbować, testować i ułatwiać sobie życie na własnych zasadach. Czasem coś kupię i oddaję dalej, bo się nie sprawdza. Innym razem trafiam na coś takiego, że nie wiem, jak wcześniej mogłam bez tego funkcjonować. Tak było na przykład z uchwytem do telefonu w samochodzie – przez lata sobie radziłam bez, aż w końcu… przestałam się denerwować, że coś mi się przesuwa na zakrętach. Niby drobna rzecz, a zmienia wszystko.

To samo z kuchnią. Nie jestem mistrzem gotowania, ale są pewne akcesoria, które sprawiają, że robi się przyjemniej. Może to po prostu nóż, który naprawdę tnie pomidora zamiast go miażdżyć. Może silikonowa łopatka, dzięki której nic nie przypala się na patelni. Może pojemnik na herbatę, który nie wysypuje się przy każdym otwarciu. Gdy znajdę coś takiego – nie mogę się powstrzymać, żeby o tym nie opowiedzieć.

Dlatego właśnie piszę tego bloga. Bo wiem, że wiele osób szuka takich samych rzeczy – drobiazgów, które coś zmieniają. Czasem tylko odrobinę. Czasem aż tak bardzo, że trudno później wrócić do „przedtem”. I nie chodzi tu o reklamy, linki, promocje. Chodzi o życie. O to, że jesteśmy zmęczeni, zabiegani, potrzebujemy prostych rozwiązań. Czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby poczuć, że panujemy nad swoim światem.

Nie musisz zmieniać całej kuchni, żeby gotowało Ci się lepiej. Nie musisz remontować łazienki, żeby szybciej się w niej odnajdywać. Czasem wystarczy drobiazg. Jeden – może kosztował kilka złotych – ale za to trafiony. Lubię te małe odkrycia. I właśnie dlatego lubię się nimi dzielić.

W kolejnych wpisach wrócę do konkretnych rzeczy, które naprawdę się u mnie sprawdziły – bez zbędnych opisów, bez zbędnych zachwytów. Ale dziś – chciałam po prostu opowiedzieć o tym, że warto się rozejrzeć po swoim otoczeniu i zapytać siebie: „co mnie męczy?”, „co mogłoby być łatwiejsze?”, „co mnie złości codziennie, choć jest takie drobne?”. Bo jeśli coś powtarza się każdego dnia i drażni Cię niezmiennie – to może czas coś z tym zrobić.

W świecie pełnym reklam, promocji i chwilowych zachwytów ja szukam rzeczy, które zostaną ze mną na dłużej. I jeśli Ty też – to myślę, że dobrze trafiłaś. Albo trafiłeś.

Do przeczytania – z kubkiem dobrej herbaty, najlepiej w kubku, który też jest wygodny. 😉


Odkryj więcej z Polecam Dla Ciebie

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Comments

Dodaj komentarz